Czekoladki Amy Macdonald i hotel, w którym niemożliwe staje się realne

autor i źródło: Tomasz Bodył
Udostępnij Tweetnij Wykop

Pokój w płatkach róż? Śniadanie o północy? Piłkarz, którego do tej pory znaliście jedynie z plakatów, mieszkający w sąsiednim pokoju? Witajcie w pięciogwiazdkowym hotelu Sofitel Warsaw Victoria, w którym wszystko jest możliwe…

- Po pierwszym dniu pracy w recepcji poczułem się, jakbym złapał Pana Boga za nogi – mówi Adrian Kołba, kierownik ds. hotelowych hotelu Sofitel Warsaw Victoria. – I nawet nie chodzi o to, że od razu dostałem 50 zł napiwku, choć było to dla mnie dość dużym zaskoczeniem – pierwszy dzień i taka kwota… Zrozumiałem jednak coś innego: że nie ruszając się ani na krok, jestem w stanie poznać cały świat. Po prostu jestem w miejscu, w którym cały świat przychodzi do mnie.

Adrian Kołba zna ten hotel jak mało kto. Wiele lat temu zaczynał pracę w recepcji, następnie był concierge (konsjerżem). Zanim objął swoje obecne stanowisko, był również kierownikiem ds. relacji z gośćmi. Co ciekawe, wieloletnich pracowników jest w tym hotelu znacznie więcej. Ba, pięciu z nich pracuje nieprzerwanie od momentu powstania hotelu w 1976 r.

Recepcja – witamy!
Z rozmowy zarówno z panem Adrianem, jak i innymi pracownikami hotelu, można odnieść wrażenie, że nic, ale to dosłownie nic, nie jest w stanie ich zaskoczyć. Zwłaszcza jeśli chodzi o rozmaite życzenia gości. Okazuje się na przykład, że niektórzy przybywający do warszawskiego hotelu przekonani są, że nasza stolica leży nad morzem.
- Bardzo często goście, który przyjeżdżają do naszego hotelu, proszą o pokój z widokiem na morze. Są zdziwieni, kiedy tłumaczymy, że to niemożliwe. Pytani, skąd mają taką wiedzę, odpowiadają, że z internetu, ale raczej nie są w stanie wskazać konkretnego źródła. Gdzieś widzieli. Gdzie – tego już nie są w stanie powiedzieć.

Osoby pracujące w recepcji do dziś wspominają jednego z gości, który przyjechał do Warszawy dysponując rezerwacją w hotelu tej samej sieci, ale w Sopocie. Poprosił o wezwanie taksówki, gdyż był przekonany, że to kilka ulic dalej. Kiedy dowiedział się, że Sopot to inne miasto, dalej sądził, że jazda taksówką zajmie mu kilkanaście, góra kilkadziesiąt minut.
Trudno się jednak dziwić, że wśród dziesiątek tysięcy gości z całego świata, którzy zatrzymują się każdego roku w hotelu, znajdziemy osoby bardzo… oryginalne.

Sofitel Warsaw Victoria to zresztą miejsce wyjątkowe, zarówno ze względu na prestiż - nie tylko w Warszawie, ale w skali całego kraju, jak i ze względu na swoje rozmiary. Hotel liczy ponad 350 pokoi i apartamentów a łączna powierzchnia użytkowa (pokoje hotelowe, lobby, korytarze, sale konferencyjne, restauracje, bar) wynosi 33 tys. m kw. Żeby jeszcze bardziej poruszyć wyobraźnię wystarczy powiedzieć, że miesięcznie pierze się tu 3 tony ręczników i 39 ton bielizny pościelowej!

Hotel Sofitel Warsaw Victoria ma też szczególne miejsce w polskiej popkulturze. To właśnie tutaj kręcono takie filmy i seriale, jak: Co mi zrobisz jak mnie złapiesz, Ekstradycja, Kingsajz, Miś, Piłkarski poker, Skazany na bluesa, Wielka majówka, Wielki Szu, Zabawa w chowanego czy 07 zgłoś się. Uff, aż trudno wszystkie wyliczyć…. To właśnie o tym kultowym obiekcie opowiada też przebój zespołu Kombi - Hotel twoich snów.

Gościły tu też rzecz jasna znane osobistości z całego świata, jak m.in. aktorki Penelope Cruz i Juliette Binoche, światowej klasy pianistka Marta Argerich, kompozytorzy Ennio Morricone oraz John Williams, gwiazdy muzyki: Bob Sinclar i Katie Melua, a także sportowcy, np. Christiano Ronaldo.

Śniadanie o północy? Proszę bardzo
Kuchnia działa tu non stop i wszystkie potrawy dostępne są całą dobę. W tym miejscu nadmienimy tylko, że w skali miesiąca podczas samych śniadań goście konsumują: 500 litrów soków świeżo wyciskanych, 380 kg boczku wędzonego, 5300 sztuk jajek, 164 kg kawy, 60 kg masła, 1100 litrów mleka.
Jeśli ktoś chce zjeść zestaw typowo śniadaniowy w środku nocy, nie ma z tym najmniejszego problemu. Co więcej - jest to dosyć częsta sytuacja, wynikająca z tego, że wyjazdy gości mają miejsce o bardzo różnych godzinach, a ci przeważnie chcą się posilić przed podróżą. Poza tym osoby, które przylatują z daleka, czasem po prostu zmagają się z jet lagiem i polski środek nocy jest ich naturalną porą śniadaniową.

Rzadziej zdarza się, że ktoś chce zjeść cięższą, typowo obiadową potrawę wczesnym rankiem, ale również z tym nie ma żadnego kłopotu. Tak samo zresztą, jak z przygotowaniem jakiejkolwiek innej potrawy, o którą poprosiłby klient. Personel jest przygotowany na wszelkie upodobania kulinarne gości, włączając w to ewentualne alergie, nietolerancje pokarmowe czy inne specjalne diety.

- Na co dzień podajemy potrawy spoza karty i jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Niedawano mieliśmy gościa z Azji, który zapytał, czy może zjeść u nas tradycyjną potrawę "kimczi". Oczywiście sprostaliśmy zadaniu – wspomina Adrian Kołba.

W kategoriach kulinarnych osobną kwestią są pobyty gwiazd. Każdorazowo przed taką wizytą hotel dostaje tzw. rider, gdzie są opisane bardzo szczegółowo konkretne wymagania wyjątkowych gości. Na przykład okazuje się, że ulubionym napojem amerykańskich gwiazd jest woda fiji. Zdarzyło się też, że trzeba była sprowadzić wodę Bling, która dostępna jest w butelkach zdobionych kryształkami Svarowskiego w cenie kilkuset złotych za sztukę. Jednak jak już ustaliliśmy – w tym hotelu nie ma rzeczy niemożliwych.

*Concierge – człowiek do zadań specjalnych *
W hotelu tej klasy do dyspozycji gości jest concierge, czyli człowiek od zadań specjalnych, który ma rozwiązywać ich wszelkie problemy i spełniać życzenia. Od bardzo poważnych, po te bardziej przyziemne:

- Ostatnio potrzebny był transport prywatnym ambulansem powietrznym. Wcześniej w ogóle nie wiedziałem, że coś takiego jest możliwe. Był u nas gość, któremu bardzo zależało na pobycie w Polsce, ale jego stan zdrowia był bardzo ciężki. Oczywiście udało się to zorganizować. Koszt przelotu takim ambulansem do USA? Ćwierć miliona dolarów – wspomina Adrian Kołba.

Obsługa hotelu do dziś wspomina też jednego z gości, który poprosił o samochód, gdyż chciał pojechać do… Dubrownika. Powiedział, że słabo zna Europę, bo rzadko w niej bywa, ale dostał informację, że jest tam jego córka i postanowił zjeść z nią kolację. Oczywiście zorganizowaliśmy limuzynę, jednak żeby spędzić w Dubrowniku z córką ok. 2 godziny, podróżował kilkadziesiąt godzin.

Kolejny przykład – nie tak dawno pewna kobieta poprosiła o zorganizowanie jej… ślubu. I nie miała na myśli przyjęcia weselnego w jednej z sal hotelu, tyko o dopełnienie wszelkich formalności i umówienie jej w odpowiednim urzędzie w określonym czasie.

- Pracując jako concierge i idąc do pracy, nigdy nie wiesz, czego się spodziewać. Największe pole do popisu jest wtedy, kiedy przychodzi gość i mówi: Niech pan to załatwi, pieniądze nie grają roli – wyznaje Adrian Kołba.

W ciągu jednego dnia udało się sprowadzić z Berlina, na życzenie innej klientki, określony model torebki Louis Vuitton, w czasach, kiedy takiego sklepu nie było jeszcze w Warszawie. Inny z gości poprosił o znalezienie żywego… prosięcia. Przyjechał do Polski na wesele i wpadł na pomysł, że będzie to doskonały prezent dla młodej pary. Oczywiście prosię udało się znaleźć, ale gość w międzyczasie się rozmyślił…

Zdarza się jednak, że czasem, gdy prośba jest zbyt trudna do spełnienia lub zbyt droga, goście rezygnują po przedstawianiu im kosztów. Przeważnie proponuje im się wtedy alternatywne i mniej kosztowne możliwości. Mimo że concierge stają na głowie, nie zawsze udaje się od ręki zrobić to, czego oczekuje gość hotelowy. Tak było w przypadku mężczyzny, który postanowił, że następnego dnia obejrzy wraz ze znajomymi mecz mistrzostw świata w piłce nożnej na żywo na jednym ze stadionów w Rosji. Po dłuższej dyskusji udało się wytłumaczyć, że nie tylko formalności wizowe związane z wyjazdem trwają za długo, ale także niemal niemożliwe jest kupno biletów na takie wydarzenie w ostatniej chwili. W każdym razie gość dał się przekonać, że lepiej będzie wynająć restaurację i zaprosić tam znajomych na wspólne oglądanie meczu.

Nie udało się również załatwić od ręki stolika w jednej z najlepszych warszawskich restauracji, która uzyskała gwiazdkę w słynnym przewodniku Michelin. Mimo, że wszyscy stanęli na głowie i poruszono wielopiętrowe znajomości, okazało się, że stolik w restauracji Senses nawet w takim układzie trzeba zamawiać przynajmniej z dwutygodniowym wyprzedzaniem.

*Poszukiwania i sentymenty *
Nieodłączną częścią funkcjonowania hotelu jest to, że goście zostawiają, a później szukają różnych przedmiotów. Z doświadczenia pracowników wynika, że zwykle to nie wartość materialna ma największe znaczenie. Gorączkowo poszukiwane są zarówno rzeczy warte miliony, jak i takie, których wartość pieniężna jest żadna. Odwrotnie, niż sentymentalna.

Jakiś czas temu jedna z gwiazd francuskiego kina, która była w Warszawie na premierze filmu, zostawiła w hotelu kolię wartą kilkaset tysięcy euro. Nie była ona zresztą jej własnością, a została wypożyczona wyłącznie na tę okazję. W tej sytuacji cały hotel został postawiony na nogi i kolię szczęśliwie udało się znaleźć.

Historia z przeciwnego bieguna: w hotelu do tej pory krąży opowieść o pewnej pani, która od czasów dzieciństwa nosiła przy sobie kawałek tkaniny w charakterze talizmanu. Fizycznie wyglądało to jak kawałek dość zużytej szmatki do przecierania okularów, stąd pokojowa uznała, że została ona wyrzucona. Finał był dość smutny, gdyż nie udało się tego kawałka tkaniny odzyskać, co spowodowało bardzo emocjonalną reakcję właścicielki.

W każdym razie wszelkie przedmioty znalezione w pokojach są przez hotel przechowywane. Jak długo? Niestety, nie da się wszystkiego trzymać w nieskończoność, ale zwykle jest to nie krócej niż rok. Im większa wartość danej rzeczy, tym dłużej czeka na swojego właściciela.

Żeby gościom było milej
Pracownicy hotelu dokładają wszelkich starań, żeby pobyt, zwłaszcza w przypadku gwiazd czy gości typu VIP, był maksymalnie spersonalizowany. Chodzi o przygotowanie wizyty w sposób wyjątkowy pod każdym względem i wykraczający poza hotelowy standard. W efekcie gość czuje, że jest oczekiwany i specjalnie przyjęty podczas każdej wizyty. Czasem efektem podobnego podejścia jest również odrobina dodatkowej reklamy dla hotelu. W mediach można zaleźć np. specjalny list, pisany na hotelowej papeterii, do… Kafla, psa jednego z gości. List, zaczynający się od słów "Hau, hau, Kafel", podpisany został zresztą przez Adriana Kołbę, "kierownika ds. relacji ze zwierzętami".

Nie jest to jednak jedyna "psia" historia. Personel, przygotowując się do pobytu w hotelu piosenkarki Amy Mcdonald, zauważył, że jest ona szczególnie przywiązana do swojego psa. Jego zdjęcie zostało wydrukowane, oprawione w ramki i postawione na szafce przy hotelowym łóżku artystki, wywołując podobno jej spore wzruszenie.

Trzeba uczciwie przyznać, że pracownicy hotelu mają ułatwione zadanie od czasu upowszechnienia portali społecznościowych, gdzie można znaleźć informacje na temat zwyczajów i upodobań danej gwiazdy. I tak uwadze pracowników hotelu Sofitel Warsaw Victoria nie uszedł post Amy Mcdonald z jednej z podróży o… tabliczce czekolady. Artystka w podpisie stwierdziła, że to najsmaczniejsza czekolada na świecie. Warszawski personel zdobył więc taką samą tabliczkę, dokładając też inne, polskie, i opatrzył je podpisem, że być może tamta do tej pory była najlepsza, ale zdecydowanie powinna spróbować polskich odpowiedników. Ten gest bardzo spodobał się Amy, która zrobiła zdjęcie i opublikowała je w sieci, oznaczając oczywiście swoją lokalizację. Wpis ten uzyskał zresztą więcej polubień, niż do tej pory miał profil samego hotelu.

- Takie działania, nie wymagają dużo pieniędzy, ale świadczą o pomysłowości i wyjątkowym staraniu. Są też szczególnie doceniane przez gości hotelowych – mówi Adrian Kołba. - Mam świadomość tego, że pracując w takim miejscu mam możliwość spotkać się i przebywać z osobami, których w innych warunkach nie miałbym szansy nawet poznać – podsumowuje.

Udostępnij Tweetnij Wykop
Przeczytaj także