Gdzieś zasłyszane. Najsłynniejsze miejskie legendy

autor i źródło: Michał Leszczyński
Udostępnij Tweetnij Wykop

Wszyscy je znamy – opowieści niewiarygodne, najczęściej z dreszczykiem, a jednak zawierające ziarno prawdy. Legendy miejskie towarzyszą nam od dawna i znajdziemy je w każdej metropolii. Skąd się biorą i dlaczego wciąż w nie wierzymy?

Prawda czy legenda?
Zacznijmy od tego, że jako ludzie uwielbiamy historie. Dawniej zbieraliśmy się przy ognisku, by wysłuchać opowieści najmądrzejszego współplemieńca. Dzisiaj potrzebę tą zaspokajamy, oglądając seriale online i… przekazując dalej miejskie legendy. Dlaczego? Mitoznawca Joseph Campbell stwierdził kiedyś, że potrzebujemy cudzych historii, aby umieścić własne życie w szerszej perspektywie. Są one ciekawe, emocjonujące i zwykle zawierają ziarno prawdy. To sprawia, że przynajmniej w teorii sami możemy stać się ich częścią.

Przez te właśnie cechy legendy miejskie rozchodzą się wśród ludzi w tempie błyskawicznym. Z czasem wiele z nich zaczyna żyć własnym życiem i ewoluować. Zapewne większość z nas pamięta historię o czarnej wołdze, samochodzie, którym przemierzali Polskę rzekomi porywacze dzieci. Po 1989 r. wołgę zastąpiło czarne bmw, a porywaczy dzieci wyparli łowcy nerek i tak dalej…. Niesamowicie dużo historii powstało też na temat butów wiszących na liniach wysokiego napięcia. To, co zaczynało się jako zwykły wybryk, niektórzy interpretowali nawet jako symbol jakiejś sekty.

Nie tylko USA
Prawdziwą kopalnią legend miejskich są Stany Zjednoczone. Głównie dlatego, że za oceanem wciągające historie bardzo szybko trafiają na wielki i mały ekran. Opowieści o znikającym autostopowiczu czy Wielkiej Stopie zna tam chyba każdy. Wiele z nich popularyzowały filmy, jak "Autostopowicz", czy też seriale, na przykład "Z archiwum X". Z kolei w Wielkiej Brytanii popularna jest historia o rzekomej śmierci Paula McCartneya w 1966 r. (od tamtego czasu na scenie występuje ponoć sobowtór sir Paula – czego to ludzie nie wymyślą!).

Jeśli przejrzymy legendy krążące po polskich miastach, szybko zobaczymy, że nie mamy się pod tym względem czego wstydzić. Zarówno Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków, jak i Łódź mają bowiem całkiem ciekawe historie do opowiedzenia, choć wiele z nich należy już do przeszłości.

Warszawa i zombie w metrze
W stolicy Polski prawdziwą kopalnią legend miejskich jest Pałac Kultury i Nauki, czyli osławiony "Pekin". Wiąże się to nie tylko z długą i burzliwą historią powstawania budynku, będącego "darem bratniego narodu radzieckiego". Również atmosfera tajemnic i intryg unosząca się nad władzą ludową lat 50. i 60. XX wieku sprzyjała powstawaniu plotek.

I tak możemy się dowiedzieć, że w podziemiach "Pekinu" znajduje się schron atomowy dla członków PZPR. Poszukiwaczy tajemnic musimy niestety rozczarować – takie bunkry istniały, ale gdzie indziej – m.in. w Ogrodzie Krasińskich (tzw. bunkier Starzyńskiego) i Puszczy Kampinoskiej (Kompleks 7215). Oprócz schronu, sugerowano również istnienie pod pałacem podziemnego tunelu prowadzącego do budynku Komitetu Centralnego Partii, znajdującego się na rogu Nowego Światu i Alei Jerozolimskich. Z czasem w opowieściach warszawiaków tunel urósł do wielkości metra, z podziemną kolejką przewożącą partyjnych oficjeli.

Skoro mowa o metrze… Zwłaszcza jego powstająca w bólach druga linia cieszy się wśród miłośników miejskich legend sporą popularnością. Odradza się kursy odcinkiem przebiegającym pod Wisłą, gdyż rzekomo ściany tam przeciekają. Krążą też pogłoski o grasujących w tunelach zombie i innych tajemniczych stworzeniach. Aż dziw bierze, że pomimo tylu strasznych historii warszawiacy tak tłumnie korzystają z metra każdego dnia…

Kraków smoków i duchów
Kraków jest miastem starszym od Warszawy, tak więc i legendy miejskie mają w nim dłuższą tradycję. Historia o Smoku Wawelskim sprzed 800 lat zapewne również zaczynała jako legenda miejska. Amatorzy tych opowiastek poszukują w Krakowie na przykład tzw. czakramu, czyli miejsca mocy wywodzącego się z wierzeń hinduskich. Legenda ta, sięgająca lat 30. XX wieku, umieszcza kamień o niezwykłych właściwościach w jednej z wawelskich ścian. Co roku przyciąga rzesze pielgrzymów spod znaku New Age z całego świata.

Z bliższych nam dziejowo przykładów możemy wymienić historię na temat Płaszowa. Okolica ta cieszyła się złą sławą już dawniej, bowiem podczas II wojny światowej znajdował się tam niemiecki obóz pracy przymusowej. Trudno więc dziwić się, że w późniejszym czasie zaczęły powstawać legendy na temat duchów oraz zagadkowych zaginięć ludzi w przejściu pod torami kolejowymi w Płaszowie. Wobec legendy sceptyczny okazał się krakowski dziennikarz Rafał Romanowski - swego czasu stwierdził, że dużo bardziej traumatyczna, niż przejście płaszowskim korytarzem, była dla niego wizyta w krakowskim Urzędzie Pracy.

Opinią nawiedzonego "cieszył się" pewien dom przy ul. Kosocickiej w Rżące na pograniczu Krakowa i Wieliczki. Miejscowa legenda mówiła o jego dawnych właścicielach, braciach, którzy podczas kłótni pozabijali się nawzajem. Opuszczone domostwo rzeczywiście sprawiało wrażenie takiego, w którym straszy. Wszelkie spekulacje na ten temat ucięło wyburzenie budynku kilka lat temu.

Poznań z topielcem i miłością w tle
Stolica Wielkopolski nie kojarzy nam się wprawdzie z miejskimi legendami, ale właśnie w niej miał miejsce w zeszłym roku festiwal Urban Legend. Organizatorzy w formie happeningów przypomnieli poznaniakom kilka przypowieści, niegdyś związanych z ich miastem. Jedną z nich jest historia sobowtóra amerykańskiego pisarza Edgara Allana Poe, którego wyłowiono martwego z Warty w 1831 r. Autor "Kruka" deklarował podobno chęć uczestnictwa w toczącym się wtedy powstaniu listopadowym. Znalezienie tajemniczego topielca nie zostało więc uznane za przypadkowe.

Zdecydowanie mniej mroczna jest inna legenda miejska, wiążąca się z Parkiem Sołackim w Poznaniu, który ma opinię szczęśliwego dla nowożeńców. Ponoć częste przebywanie w nim z ukochaną osobą zwiastuje nam długi i szczęśliwy związek. To dlatego każdego roku możemy na terenie parku zobaczyć wielu świeżo upieczonych małżonków podczas sesji zdjęciowych.

Inne opowieści
Powyższe legendy miejskie to jedynie czubek góry lodowej. Również inne polskie miasta posiadają swoje niewiarygodne opowieści.

W Łodzi wiele legend związanych jest z Karolem Scheiblerem, jednym z najbogatszych przemysłowców XIX wieku. Jego bogactwo tak bardzo kłuło łodzian w oczy, że posądzali milionera o kontakty z diabłem. Podejrzewano nawet, że bies ukrył się gdzieś w kompleksie przemysłowym Księży Młyn należącym do Scheiblera.

Legend miejskich nie brakuje również w Trójmieście. Zaskakująco wiele z nich krąży wokół sopockiego kasyna, które przed wojną było hitem wśród hazardzistów z całej Europy. Tak wiele osób straciło tam pieniądze, że po mieście zaczęły krążyć opowieści o samobójcach wieszających się masowo w jednej z alei prowadzących do lokalu. Tzw. aleję wisielców codziennie rano oczyszczały z ciał służby porządkowe. Jednym z nieszczęśników miał być nawet brat Józefa Stalina (który brata nie miał). Oczywiście historia ta, jak wiele innych, została wyssana z palca.

We Wrocławiu z kolei krążą legendy na temat podziemnych schronów, w których wrocławianie ukrywali się podczas oblężenia miasta przez Rosjan w 1945 r. Schrony te zdały egzamin, Wrocław bowiem bronił się przed wojskami radzieckimi nawet dłużej od Berlina. Natomiast wyobraźnia późniejszych mieszkańców miasta powiększyła owe schrony do rozmiarów podziemnego miasta. Powstała nawet plotka o zapomnianym metrze. Szkoda tylko, że dzisiejsi wrocławianie wciąż czekają na prawdziwe metro. A może kiedyś przynajmniej ta legenda stanie się prawdą?

Udostępnij Tweetnij Wykop
Przeczytaj także