Warszawskie hale targowe. Przewodnik po brzuchu miasta

autor i źródło: Agata Oleksiak
Udostępnij Tweetnij Wykop

Nazywane są brzuchem miasta. To właśnie tam najlepiej wybrać się po świeże warzywa i owoce, ryby czy mięso. Hale targowe, bo o nich mowa, to nie zwykły supermarket czy bazarek. To kulinarna wizytówka każdej szanującej się metropolii. Oczywiście, są także w Warszawie.

La Boqueria w Barcelonie. Les Halles w Paryżu. Targi w Atenach i Sarajewie. Przykłady można mnożyć. Nieważne do jakiego miasta byśmy się udali, znajdziemy tam mniejszą lub większą halę targową. Niektóre – jak wspomniana La Boqueria - stoją w tym samym miejscu od stuleci. Inne, jak paryskie Les Halles, owiane były niesławą. Łączy je jedno. Głodni z nich nie wyjdziemy.
Te miejsca to już wręcz symbole miast. Obowiązkowy punkt programu w czasie wycieczek. Miejsca, które są atrakcjami turystycznymi – wymienianymi w przewodnikach. Czy te polskie mają szanse z nimi konkurować? Oczywiście!

Od ziemniaków u pani Basi do złotych jajek

Hala Koszyki, Hala Mirowska, Hala Banacha, Hala Marymoncka. Kto chce zrobić zakupy, ma w czym wybierać. Niemal wszystkie (Koszyki to oddzielna historia, do której jeszcze wrócimy) obrosły bazarkami, gdzie drobni kupcy sprzedają warzywa, owoce, nabiał, mięso i ryby. Na ogół ich klientami są okoliczni mieszkańcy, którzy nie wyobrażają sobie, by kupować ziemniaki i szczypiorek gdzie indziej niż u pani Basi albo pana Janka. Kupując pomidory i cukinie i nastawiając czujnie ucha, poznamy plotki o połowie dzielnicy.
Ale to wcale nie znaczy, że warszawskie hale to tylko zwykłe stragany. Co to, to nie! Żeby się przekonać, że to nieprawda, wystarczy się przejechać pod Halę Mirowską. Przy halach pamiętających przełom XIX i XX wieku kupimy produkty, jakich nie powstydziłyby się najlepsze delikatesy. Zresztą to tutaj zaopatrują się warszawscy restauratorzy. Możemy więc przebierać w jagnięcinie, jadalnych kwiatach, perliczkach i bażantach. Jeśli szukamy skorzonery, koziny, czy wody różanej, to trafiliśmy pod dobry adres. Od sprzedawców dowiemy się czym było karmione zwierzę, którego mięso chcemy kupić, gdzie mieszkały pszczoły, których miód znajduje się w trzecim słoiku do lewej, gdzie wypasały się krowy, z których mleka powstał nasz ser. Mało? No to może jajeczko? To właśnie pod halą można kupić jajka za 100 zł. 100 zł za sztukę. Otóż kury, które je zniosły, były karmione zgodnie z fazami księżyca, a w samym jaju można znaleźć nawet… złoto.

Dla hipstera i amatorów pyz

A co jeśli nie lubimy gotować, a jedzenie smakuje nam najbardziej przyrządzone przez kogoś innego i podane pod nos? Nic prostszego. To prawdopodobnie dla nas wyremontowano Halę Koszyki. Hala jeszcze parę lat temu sprawiała dość smutne wrażenie: pustawa i opuszczona. W końcu rozebrana na czynniki pierwsze i poskładana na nowo zyskała nowy blask, stając się jednym z miejsc w stolicy, gdzie po prostu trzeba się pokazać.
Pokazać i zjeść. Bo czego jak czego, ale jedzenia jest tam pod dostatkiem. Sushi, ryba z frytkami, ostrygi, kiełbasy, kuchnia tajska, wegańska, tapas i tak dalej, i tak dalej. Ci, co nie są szczególnie głodni, ale chcą spotkać się ze znajomymi na drinka, mają do dyspozycji wielki bar. Można też zrobić zakupy. Ale uwaga! Tanio nam to nie wyjdzie. Ale za to nabyć możemy prawdziwe delikatesy. Przykład? Możemy przebierać w kilku rodzajach chałwy albo wołowinie z bydła kilku różnych ras.
W poszukiwaniu bardziej swojsko-bazarowych klimatów warto zajrzeć na prawą stronę Wisły. To tu ulokowało się najstarsze, a także – nie bójmy się użyć tego określenia - najbardziej kultowe targowisko w Warszawie. Bazar Różyckiego. Można było kupić tu rzeczy, których w sklepach po prostu nie było. Na „Różyca” zjeżdżali więc klienci z całej Warszawy i okolic. Dziś lata świetności targ ma dawno za sobą, ale nadal kupimy tu suknię ślubną, fleki do butów, mięso, buty do chrztu i milion innych niezbędnych rzeczy. A także – jeśli wierzyć smakoszom – najlepsze pyzy w mieście. Smacznego!

Sprawdź hotele w Warszawie

Udostępnij Tweetnij Wykop
Przeczytaj także